piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 4- Czas przerwać ciszę, czas przerwać milczenie...

Jak na porządnego przewodnika przystało, witam serdecznie wszystkich w gorącym Buenos Aires- mieście pełnym intryg, kłamstw, sekretów, skandali, romansów. Wszystko to doprawione pikantnymi ploteczkami, okadzone intensywnym zapachem Chanel, soczyście oblane mocnym alkoholem, ubarwione różnorodnymi charakterami i oprawione w drogie ciuchy od Prady, czy Cavina Kleina, których kieszenie wypchane są banknotami.  Tak właśnie żyją elity Nowego Jorku, Los Angeles, Rzymu,Paryża, Barcelony, Acapulco, Rio de Janeiro, Madrytu oraz oczywiście Buenos Aires. Całe życie towarzyszą im pieniądze i wszechobecny dobrobyt. Od dziecka uczęszczają do elitarnych szkół, jednocześnie starają się przywyknąć do trybu życia rodziców. Z czasem zamieniają się w ich młodsze kopie.Noszą podobne ubrania, używają podobnych perfum, podobnych kosmetyków, kupują w tych samych sklepach, imprezują w klubach, do których chodzili ich rodzice w czasie młodości, piją podobne trunki, mieszkają w apartamentach, wcześniej kupionych przez troskliwych rodziców. Jednak zdają sobie sprawę, że mimo innych zainteresowań, najpewniej w przyszłości będą pracować w zawodzie obranym przez rodziców. Często dziedziczą firmy, przedsiębiorstwa lub wkraczają, tak jak rodzice w politykę. Jeśli chodzi o czucia- przeważnie młodzi nie mają tu pola do popisu. Związki są najczęściej naciskiem rodziców, którzy jeszcze przed narodzinami pragną zapewnić dobrobyt na całe życie. Życie pełne różnorodnych intryg, manipulacji, skandali. Każdy tu pragnie być zauważony. Każdy chce sławy i władzy. Każdy chce być najlepszy i dla pierwszego miejsca potrafi nagiąć zasady, potrafi przekroczyć granice. Wszystko ma swoją cenę, a nie zawsze da się zapłacić pieniędzmi. Czasem trzeba czegoś więcej... Czego? A o tym opowiem innym razem. Od lat byłem niemym świadkiem "zabaw" bogaczy. Nadszedł czas przerwać ciszę i powiedzieć na głos to, przez co nie mogę już spać. Nadszedł czas na przyznanie się do winy, Kochani. Na karę jeszcze przyjdzie czas... I obiecuję- będzie surowa. Dziś jednak chcę wam kogoś przedstawić! Poznajcie nastoletnią Lenę, która jeszcze nie odnalazła swojego miejsca na świecie, pewną siebie Larę, która wie, czego chce od życia , wiecznie uśmiechniętą Angie, która za rzędem idealnie białych zębów ukrywa niejeden sekret oraz uwodziciela Broadwaya, który potrafi czerpać z życia to, co najlepsze.
*****
Za kogo ty się masz?!
 Jeszcze myślisz, że coś umiesz...
Chyba śnisz.
  Kolejne pytanie, a właściwie stwierdzenie. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego jej tak nienawidzili. Nie zrobiła im przecież nic złego. Przymknęła powieki i kliknęła prawy przycisk myszy odświeżając stronę. Przy znaku zapytania pojawiła się cyferka 5. Szybko kliknęła w nią mając nadzieję, że ktoś zadał jej sensowne pytanie, jednak pojawiły się tylko kolejne hejty.   Odsunęła się do tyłu na krześle i podciągnęła kolana pod brodę, próbując opanować drżenie. Czemu? Dlaczego?! Dlaczego oni jej to robili? W uszach wciąż słyszała głosy dzieci, które już w przedszkolu ją prześladowały. A teraz to? Jednak ona nadal nie potrafiła po prostu usunąć tego konta i skończyć z tym całym wariactwem. Chociaż tego nienawidziła, a wręcz się bała. Czemu Ci ludzie byli tacy okrutni?
  Odświeżała stronę raz po raz. Chociaż jedno sensowne pytanie... Proszę - myślała załamana. ,,jesteś totalnym zerem", ,,za kogo ty się uważasz?". Tylko to siedziało jej teraz w głowie. To tylko Internet. Co ja się tak przejmuje? - uspokajała się. Już miała zamiar się rozryczeć gdy ktoś napisał jej coś na Skype. Co za palant jej przeszkadza? Nie rozumie że nie chce z nikim pisać? Coś było w tym jednak nie tak. Nie znała tego człowieka. Treść wiadomości to: ,,hej złotko chcesz się przejść? ". Przerażona spojrzała na monitor. Kim był ten facet? Czego od niej chciał? Spojrzała na nick. Tylko nie ON.
*****
Ułożone włosy, szminka, puder, sukienka w kolorowe wzory, szpilki. Tylko tak może teraz pokazywać się na mieście. Jak bardzo zmieniło się jej życie przez te lata. Nie odważy się wejść w najmniejszą kałużę by nie pobrudzić (najpewniej nowych) butów. Czy myśli jeszcze o motorach? Oczywiście że nie! Dla niej teraz to głupie i niebezpieczne. Spojrzała na zegar. 13:03. Pięknie - pomyślała. Wyszła z domu. Przed drzwiami stał listonosz.
-Mam list dla Pani - powiedział podając kobiecie kopertę. Zaciekawiona obejrzała go. Pewnie to od NIEGO. Otworzyła kopertę. Nie był to list od męża. W zasadzie nie wysyłał jej listów. Jedynie dzwonił, albo pisał e-maile. Przeczytała treść wiadomości która przeraziła ją.,,Uważaj bo może nadejść twój czas.Nie próbuj dowiedzieć się kim jestem ani szukać mnie. Nie uda ci się."  Kto to może być? - pytała się w myślach - tak czy siak nie umie pisać zbyt dobrze. Była to prawda gdyż w liście zwroty grzecznościowe były napisane z małej litery, a pismo było niestsaranne. Co ja się przejmuje? Mój mąż jutro wraca muszę kupić mu prezent - powiedziała do siebie. I jak gdyby nigdy nic poszła rzucając list na ziemię.
- drrrrrrrrrrr drrrrrrrrrrr - dało się usłyszeć z torebki Lary. Wyjęła w pośpiechu telefon.
- On - pisnęła podekscytowana.
- Kochanie mam mało czasu, ale posłuchaj - zaczął mężczyzna - Mój lot się opóźni i będę dopiero jutro o 16:00, a nie 10:00. Muszę kończyć. Pa.
Wściekła schowała telefon do torebki i odeszła w stronę miasta. I tak kupię mu ten prezent - pomyślała obojętnie.
*****
Szukała ważnych teczek. Violetty tego dnia nie było z niewiadomych powodów. Deszcz jak zwykle tego dnia dudnił na zewnątrz

- Angie?Za nią stał Pablo. Ubrany jak zwykle. Jak to dyrektor. -Nie widziałaś Violetty?
-Nie - odpowiedziała cicho
- Będziesz musiała ją zastąpić - powiedział Pablo.
-Znowu ... - powiedziała zmęczona.Pablo wyszedł. Ona nawet nie wiedziała co miała przerobić. Szukała swojej teczki z zapasowymi nutami. Mam - pomyślała triumfalnie. Zajrzała do środka. Mało tego było. Większość zapasowych nut była już wykorzystana. Postanowiła przed lekcją napić się kawy. Spojrzała na zegar. Zostało jej 5 minut. Gdy kawa była już gotowa wystarczyło poszukać klucza od sali.
  Z przyzwyczajenia wzięła teczkę i kawę i już zmierzała ku sali, gdy przypomniała sobie o kluczu. Jeszcze raz sprawdziła półki, szafki, stolik , szuflady biurka oraz biurko, na którym piętrzyły się stosy papierów. Nie ma. Ponownie zbadała kieszenie. Nie ma. Spojrzała na zegar. Miała jeszcze dwie minuty. Coś przykuło jej  uwagę. Obadała wzrokiem ścianę.
 Bingo. Nie po raz pierwszy zdażała jej się podobna akcja.  Na ściance zrobiono galerię dawnych dyrektorów i zasłużonych nauczycieli. To Andres, wicedyrektor wpadł na ten pomysł. Teraz ramka zdjęcia Gregoria była rozbita, a z epicentrum pęknięcia  wystawał przedmiot. Angie podeszła do galerii, zdjęła zdjęcie i wyjęła klucz,który wystawał z ramki. Już miała go odwiesić, gdy z tyłu poczuła karteczkę. Odkleiła ją:
"No, no, no -Angie, chyba zapomniałaś posprzątać.
Nie nauczono cię, że jak się narozrabia to trzeba sprzątnąć? Oboje wiemy, gdzie wczoraj nabałaganiłaś...
M.R."
******
- Czy mogę coś podać?- do stolika podeszła wysoka  dziewczyna, o hipnotyzujących błękitnych oczach i długich, blond włosach. Miała olśniewający uśmiech i – co nie było w tym barze przypadkiem- dość skąpy strój.
   Czerwono- czarny gorset, gdzieniegdzie ozdobiony czarną koronką, czarne kabaretki, buty na wysokim obcasie w odcieniu francuskiego wina oraz czarna, krótka spódniczka z różnymi czerwonymi elementami- to wszystko stanowiło uniform kelnerek w barze „Paraíso Prohibido” Co wieczór można było pooglądać również ruchy seksownych tancerek w strojach, które niewiele zakrywały.
Broadway przesiadywał tu dość długo, głównie wieczorami. Najczęściej czekał jeszcze po zakończeniu pokazu talentów młodych dziewcząt, by zaprosić jedną lub kilka z nich na noc. Czasem wystarczał zwykły flirt- działał głownie na młodsze tancerki, które dopiero rozpoczynały przygodę w tym biznesie. Czuły wtedy, że ktoś się nimi interesował, że ktoś je zauważył. Te najczęściej trafiały do jego łóżka. Nad resztą trzeba było się bardziej napracować. Te z dłuższym stażem wymagały zapłaty. Broadway wiedział, jak zafundować sobie rozrywkę na wieczór i nie było nocy, którą spędziłby samotnie.
- To zależy od tego, co jest w ofercie- odpowiedział uwodzicielskim głosem, nie spuszczając wzroku z jej dużych i jędrnych piersi- Jesteś tu nowa- bardziej stwierdził, niż spytał.
- Aż tak to widać?- spytała, a jej policzki oblał rumieniec. Mimo to wyglądała cholernie seksownie.
-Słonko- przesunął się w bok, zwalniając nieco miejsca na kanapie-Siądź i posłuchaj- poklepał puste miejsce na sofie. Dziewczyna posłusznie usiadła obok, a Broadway zmiejszył dystans między nimi do minimum- Widzisz, jestem tu regularnym gościem i kelnerka zamiast pytać, co chcę , od razu przynosi, to, co chcę.
-A czego pan chce?- spytała uwodzicielskim tonem. Założyła nogę na nogę, przesuwając nią po rurkach Brazylijczyka.
-Zależy, kiedy- mruknął, gładząc dziewczynę po nodze- Przyszedłem, żeby się napić dobrego martini, a tu jest najlepsze- przesunął głowę w jej stronę- Ale od jakiegoś czasu mam ochotę na ciebie- szepnął na ucho blondynki.
- W takim razie, jako dobry pracownik, powinnam spełnić pana życzenia- patrzyła teraz w jego oczy, a na jej ustach pojawił się uśmieszek- Zaraz przyniosę martini.
-A jeśli chodzi, o tę drugą prośbę...- urwał Broadway- Hotel Paraíso, pokój 1152, godzina 20.00.
-Nie zawiedzie się pan na mnie- szepnęła, odchodząc.
   Po chwili przyszła z dwoma szklaneczkami, w których było martini i filiżanką. Ustawiła wszystko na stoliku i spytała:
- Podać coś jeszcze?
-Swoje imię, choć z pewnością jest piękne, równie piękne, jak ty...
- Clara, dla przyjaciół Clari- powiedziała uśmiechając się w stronę czarnoskórego.
Jego mina nieco zrzedła. Imię to budziło niemiłe wspomnienia. Po chwili jednak wrócił do swojego uwodzicielskiego tonu, którego nie lubił opuszczać.
-Ślicznie- odparł. Już odwróciła się, by odejść, gdy Broadway odezwał się jeszcze raz- Możesz mi powiedzieć, Claro- Co to za filiżanka?
-Filiżanka z kawą- mruknęła pośpiesznie- Ktoś dla pana zamówił.
-Dziękuję- odparł grzecznie.
Po paru minutach mała filiżanka była prawie pusta. Gdy Broadway był bliski końca kawy zobaczył coś na dnie- podłużną karteczkę. Pośpiesznie wyjął ją, by zobaczyć, co to.
“Drogi Broadwayu,
Czasem przeszłość lubi się powtarzać,
a wspomnienia wracać.
Szczególnie te bolesne i te,
które ukrywamy.
Uważaj- twoja przeszłość, może wyjść na jaw.
Buziaczki.
M.R.
-M.R.? Kto to do cholery jest?- zaklął.
*****
No cóż, niby mało, ale musicie wiedzieć, że to dopiero początek. Jeszcze mam czas. Jeszcze się rozkręcę- wtedy zacznie się ostra jazda. Wtedy dopiero zobaczycie, na co mnie stać...  A co do naszych bohaterów- o tak ukrywają i to bardzo dużo...  Hmmm, tych jeszcze pomęczę, ale teraz mam ochotę na  kogoś nowego... Kogo? Ach, to moja słodka tajemnica...
Buziaczki,
M. R.

3 komentarze:

  1. Moja droga!

    Przepraszam, że tak długo nie dawałam o sobie znaku.
    Zawiodłam cię, wiem. Mam jednak nadzieję, że mi wybaczysz.
    Ostatnio mam bardzo mało wolnego czasu. Wprawdzie trwają ferie, ale wcale nie jest lepiej niż podczas roku szkolnego. Mało tego! Jestem przeziębiona... :c

    Piszesz niesamowicie, ale to powtarzałam ci już wiele razy.
    Musisz w to wreszcie uwierzyć, ok?
    Nie przyjmuję sprzeciwu!

    Zapraszam do siebie na prolog:
    violetta-and-her-world.blogspot.com

    Kocham cię bardzo mocno! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie i Sary to już nie pochwali :c
      (Chociaż mam nadzieję że ta wypowiedź oznaczała pochwały dla całej trójki)

      Usuń
  2. Zastanawiam się jak to się mogło stać, że wcześniej nie dotarłam na tego bloga...
    Kocham Was wszystkich za to, że dzielicie się z nami swoim talentem, a jednocześnie nienawidzę, moglibyście się podzielić, a nie zagarniać wszystko dla siebie i to jeszcze bezkarnie... ;)
    Właśnie, Kuba masz jakieś inne blogi, bo wiem, że moja mamusia (Sarra) posiada i Monika też, a ty? Czekam na odpowiedź...
    Aha i jeszcze taka chamska reklama w stylu M. (Nie gniewaj się ;))
    Żebyście mogli się przekonać, że zagarnęliście cały talent dla siebie, a reszcie zostawiliście najwyżej reszteczki...
    Zapraszam tu:
    http://moje-przecietne-zycie.blogspot.com/
    Czekam na następny rozdział...
    Pozdrawiam,
    Gabi.

    OdpowiedzUsuń