Stukała paznokciami w ścianki
kieliszka. Po policzku spłynęła kolejna łza.
Każdy oddech był dla niej, jak zdobywanie jednego ze szczytów Ziemi.
Każda chwila sprawiała, że cierń, jaki tkwił w jej sercu coraz bardziej dawał o
sobie znać.
Spojrzała na ogromny barek, który przepełniony był różnymi
trunkami. Whiskey, brandy, szampan, wino, nalewki oraz masa różnych specjałów z
odległych części świata. Przypomniały jej się te wszystkie wspólne momenty w
ich życiu, które dawniej dawały tyle szczęścia, radości na myśl o nich. Teraz
było kompletnie na odwrót. Sprawiały, że ból, był coraz częstszy i
intensywniejszy.
Otworzyła szklane drzwiczki. Aż zbyt dobrze pamięta
moment, gdy razem wybierali meble do ich wspólnego domu. Długie chwile spędzone
razem przed katalogami, by wszystko wyglądało perfekcyjnie. Teraz to wszystko
nie miało znaczenia. Wolałaby miszkać chociażby na ulicy w Buenos Aires ze
swoim ukochanym, niż tu w Nowym Jorku bez niego.
Kiedy w końcu wyjęła butelkę
mocnego, rosyjskiego bimbru, który dostali w prezencie od Braco, zamknęła
drzwiczki ,podeszła do regału pełnego naczyń, filiżanek, kieliszków, sztućców.
Pięknie wyrzeźbiony Machoń wciąż pachniał pracownią we Włoszech, w której go
kupili. Cały ten dom był jednym wielkim albumem ze wspomnieniami. Francesca
wiedziała, że długo tu nie zostanie. Musi coś zrobić, jakoś stąd uciec.
Z regału wyjęła mały kieliszek,
ale on nie spełniał jej wymogów. Żeby więc szybciej się upić, żeby w końcu
zapomnieć o tym popieprzonym życiu z barku wyjęła duży kufel. Nalała tam około
100 ml trunku, po czym siadła na drewnianej podłodze wyłożonej ciepłym i
miękkim dywanem.
Opierając się o chłodną ścianę
powoli opróżniała kufel. Po policzkach spływały łzy. Było ich coraz więcej. Z
każdym łykiem przypływała nowa fala. Nie potrafiła tego okiełznać. Każdy łyk
podrażniał jej gardło. Każda chwila tak bardzo bolała. Gdy już na dnie kufla
nic nie zostało, wzięła butelkę i nalała kolejną porcję. Powtarzała tą czynność
kilkakrotnie. Za każdym razem była coraz mniej poczytalna.
Gdy zbliżyła się do dna potężnej
butelki, była kompletnie innym człowiekiem. Wstała i chwiejnym krokiem zaczęła
biegać i tańczyć po całym domu. Gdy widziała zdjęcie Marco od razu zdejmowała
je ze ściany, rzucała nim o podłogę. Za każdym razem sprawiało to jej coraz
większą frajdę. Śmiała się na cały głos, krzyczała i śpiewała.
W pewnym momencie tego rytuału,
gdy była w pobliżu komody ze starymi zdjęciami ze szkoły zobaczyła fotografię
na której stała ona i jeszcze dwie inne młode dziewczyny. Były szczęśliwe,
młode. To zdjęcie coś zmieniło, bo po chwili uśmiechnęła się i mruknęła:
- Zazdroszczę im. Pełne życia, młode, szczęśliwe,
beztroskie. Jeszcze nie wiedzą jakie
jest życie.
~~~~~~
Gdy już w końcu weszła do
mieszkania odetchnęła z ulgą. Nie znosiła głośnej muzyki, w każdym razie nie
takiej, jaką puszczali w klubach. Zdjęła
poplamioną kurtkę i położyła na stojących nieopodal kartonach.
Dopiero od wczoraj wprowadziła
się do dawnego mieszkanka Angie. Wcześniej mieszkała albo w akademiku, albo u ojca.
Jednak po rzuceniu studiów postanowiła, że od teraz sama sobie zadba o siebie.
Nie chciała żyć cały czas z ojcem. Ma 23 lata. To dużo, bardzo dużo i stanowczo
za dużo na mieszkanie w domu rodziców. Najpierw zamierzała znaleźć samemu
jakieś małe mieszkanko, ale Angie tak bardzo się upierała. Więc Violetta
zgodziła się.
Już jutro zaczyna swoją pierwszą
pracę. Będzie nauczycielką w Studio On Beat. Pracę załatwiła bardzo łatwo, gdyż
Andres jest tam zastępcą dyrektora. Trochę irytowało ją to, że praktycznie nic
nie robiła samodzielnie. Prawie we wszystkim ktoś jej pomagał.
Gdy zdjęła buty , poszła do małej
łazienki, by zalać plamę. Jakiś idiota w klubie zalał jej całą kurtkę, sama
dokładnie nie wie czym. Była strasznie zmęczona. Jeszcze przedwczoraj była na
uniwersytecie, a dziś przygotowuje się do pracy nauczycielki. Ale takie jest
jej życie. Non stop w biegu, ani chwili na odpoczynek.
Siadła na kanapie i od niechcenia
włączyła telewizor. Wyjęła z barku butelkę wina, po czym poszła do kuchni.
Wyjęła jedną z niewielu szklanek, które trzymała w mieszkaniu. Gdy szła do
pokoju wyjęła paczkę papierosów i zapalniczkę.
Siadła na kanapie. Wyjęła papierosa
z paczki i zapaliła go. Dzięki temu wdychanemu i wydychanemu dymowi zyskiwała
spokój. Pali od prawie roku. Zaczęła jeszcze na studiach. Teraz była już mocno
uzależniona.
Gdy tak siedziała zobaczyła
zdjęcie, które jeszcze dziś rano postawiła Angie. Ona, Cami i Fran. Ach, jakie
to były piękne czasy. Ostatni raz widziała je 5 lat temu. Minęło 5 lat, a wciąż
tak dobrze pamięta te chwile.

Świetny prolog :)
OdpowiedzUsuńZnalazłam twojego bloga w jednej z szablonarni, weszłam, przeczytałam i oto mój komentarz xD
Bardzo fajnie to wymyśliłaś. Francesca... Alkoholiczka? Można tak powiedzieć? Marco ją zostawił? Smutam :( :( :( :(
A Viola pali papierosyyyy? Ciężko...
No dobrze, to chyba tyle. Teraz tylko czekam na rozdział pierwszy, mam nadzieję, że pojawi się szybko xD
PS. I przy okazji zapraszam na mojego bloga:
http://kochajmarziwierzjeslimozesz.blogspot.com/