poniedziałek, 11 listopada 2013

Prolog


Stukała paznokciami w ścianki kieliszka. Po policzku spłynęła kolejna łza.  Każdy oddech był dla niej, jak zdobywanie jednego ze szczytów Ziemi. Każda chwila sprawiała, że cierń, jaki tkwił w jej sercu coraz bardziej dawał o sobie znać.

Spojrzała na ogromny barek, który przepełniony był różnymi trunkami. Whiskey, brandy, szampan, wino, nalewki oraz masa różnych specjałów z odległych części świata. Przypomniały jej się te wszystkie wspólne momenty w ich życiu, które dawniej dawały tyle szczęścia, radości na myśl o nich. Teraz było kompletnie na odwrót. Sprawiały, że ból, był coraz częstszy i intensywniejszy.

Otworzyła szklane drzwiczki. Aż zbyt dobrze pamięta moment, gdy razem wybierali meble do ich wspólnego domu. Długie chwile spędzone razem przed katalogami, by wszystko wyglądało perfekcyjnie. Teraz to wszystko nie miało znaczenia. Wolałaby miszkać chociażby na ulicy w Buenos Aires ze swoim ukochanym, niż tu w Nowym Jorku bez niego.

Kiedy w końcu wyjęła butelkę mocnego, rosyjskiego bimbru, który dostali w prezencie od Braco, zamknęła drzwiczki ,podeszła do regału pełnego naczyń, filiżanek, kieliszków, sztućców. Pięknie wyrzeźbiony Machoń wciąż pachniał pracownią we Włoszech, w której go kupili. Cały ten dom był jednym wielkim albumem ze wspomnieniami. Francesca wiedziała, że długo tu nie zostanie. Musi coś zrobić, jakoś stąd uciec.

Z regału wyjęła mały kieliszek, ale on nie spełniał jej wymogów. Żeby więc szybciej się upić, żeby w końcu zapomnieć o tym popieprzonym życiu z barku wyjęła duży kufel. Nalała tam około 100 ml trunku, po czym siadła na drewnianej podłodze wyłożonej ciepłym i miękkim dywanem.

Opierając się o chłodną ścianę powoli opróżniała kufel. Po policzkach spływały łzy. Było ich coraz więcej. Z każdym łykiem przypływała nowa fala. Nie potrafiła tego okiełznać. Każdy łyk podrażniał jej gardło. Każda chwila tak bardzo bolała. Gdy już na dnie kufla nic nie zostało, wzięła butelkę i nalała kolejną porcję. Powtarzała tą czynność kilkakrotnie. Za każdym razem była coraz mniej poczytalna.

Gdy zbliżyła się do dna potężnej butelki, była kompletnie innym człowiekiem. Wstała i chwiejnym krokiem zaczęła biegać i tańczyć po całym domu. Gdy widziała zdjęcie Marco od razu zdejmowała je ze ściany, rzucała nim o podłogę. Za każdym razem sprawiało to jej coraz większą frajdę. Śmiała się na cały głos, krzyczała i śpiewała.

W pewnym momencie tego rytuału, gdy była w pobliżu komody ze starymi zdjęciami ze szkoły zobaczyła fotografię na której stała ona i jeszcze dwie inne młode dziewczyny. Były szczęśliwe, młode. To zdjęcie coś zmieniło, bo po chwili uśmiechnęła się i mruknęła:

- Zazdroszczę im. Pełne życia, młode, szczęśliwe, beztroskie.  Jeszcze nie wiedzą jakie jest życie.

~~~~~~

Gdy już w końcu weszła do mieszkania odetchnęła z ulgą. Nie znosiła głośnej muzyki, w każdym razie nie takiej, jaką puszczali w klubach.  Zdjęła poplamioną kurtkę i położyła na stojących nieopodal kartonach.

Dopiero od wczoraj wprowadziła się do dawnego mieszkanka Angie. Wcześniej mieszkała albo w akademiku, albo u ojca. Jednak po rzuceniu studiów postanowiła, że od teraz sama sobie zadba o siebie. Nie chciała żyć cały czas z ojcem. Ma 23 lata. To dużo, bardzo dużo i stanowczo za dużo na mieszkanie w domu rodziców. Najpierw zamierzała znaleźć samemu jakieś małe mieszkanko, ale Angie tak bardzo się upierała. Więc Violetta zgodziła się.

Już jutro zaczyna swoją pierwszą pracę. Będzie nauczycielką w Studio On Beat. Pracę załatwiła bardzo łatwo, gdyż Andres jest tam zastępcą dyrektora. Trochę irytowało ją to, że praktycznie nic nie robiła samodzielnie. Prawie we wszystkim ktoś jej pomagał.

Gdy zdjęła buty , poszła do małej łazienki, by zalać plamę. Jakiś idiota w klubie zalał jej całą kurtkę, sama dokładnie nie wie czym. Była strasznie zmęczona. Jeszcze przedwczoraj była na uniwersytecie, a dziś przygotowuje się do pracy nauczycielki. Ale takie jest jej życie. Non stop w biegu, ani chwili na odpoczynek.

Siadła na kanapie i od niechcenia włączyła telewizor. Wyjęła z barku butelkę wina, po czym poszła do kuchni. Wyjęła jedną z niewielu szklanek, które trzymała w mieszkaniu. Gdy szła do pokoju wyjęła paczkę papierosów i zapalniczkę.

Siadła na kanapie. Wyjęła papierosa z paczki i zapaliła go. Dzięki temu wdychanemu i wydychanemu dymowi zyskiwała spokój. Pali od prawie roku. Zaczęła jeszcze na studiach. Teraz była już mocno uzależniona.

Gdy tak siedziała zobaczyła zdjęcie, które jeszcze dziś rano postawiła Angie. Ona, Cami i Fran. Ach, jakie to były piękne czasy. Ostatni raz widziała je 5 lat temu. Minęło 5 lat, a wciąż tak dobrze pamięta te chwile. 

1 komentarz:

  1. Świetny prolog :)
    Znalazłam twojego bloga w jednej z szablonarni, weszłam, przeczytałam i oto mój komentarz xD
    Bardzo fajnie to wymyśliłaś. Francesca... Alkoholiczka? Można tak powiedzieć? Marco ją zostawił? Smutam :( :( :( :(
    A Viola pali papierosyyyy? Ciężko...
    No dobrze, to chyba tyle. Teraz tylko czekam na rozdział pierwszy, mam nadzieję, że pojawi się szybko xD

    PS. I przy okazji zapraszam na mojego bloga:
    http://kochajmarziwierzjeslimozesz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń