Weszła cichutko do łazienki. Nie chciała budzić Jorge.
Wiedziała, że nic dobrego z tego by nie wynikło. Miałby jeden z ataków furii,
wyładowywałby całą energię na tym, co akurat było pod ręką. Czasem był to
szklany wazon, innym razem stos poukładanych ubrań, a najczęściej była to ona.
Delikatnie
zapaliła światło, serce waliło jej, jak szalone. Zawsze, gdy robiła coś wbrew
jego woli, do jej krwi napływała adrenalina, serce szalało, każda chwila
wydawała się ciągnąć w nieskończoność. Podeszła do lśniącego lustra.
Po drugiej stronie
zauważyła posiniaczoną kobietę, która najwyraźniej była zmęczona życiem. Oczy
nie miały tej dawnej żywej barwy, tego błysku. Były pełne znużenia. Na twarzy
pojawiały się widoczne naczynka. Nie była w ogóle podobna do tej dziewczyny,
którą była kiedyś.
Spojrzała jeszcze raz, po czym wzięła się za staranne
poprawki wyglądu. Trochę jej to zajęło. Nałożyła masę podkładu. Siniak pod okiem
zatuszowała ostrym makijażem. Krwiak na czole ukryła kosmkiem włosa.
Po raz kolejny zerknęła na swe odbicie. Wyglądała całkiem
nieźle. Jeszcze tylko błyszczyk. Uśmiechnęła się do swojego odbicia, po czym do
oczu napłynęły łzy.
~~~~~
Spoglądał wciąż w chmury. Ten widok sprawiał, że od razu
chciało mu się żyć. Piękne miasta, nad którymi przelatywali, wręcz wołały, by
się zatrzymać, choć na chwilkę. Ale oni już nie mieli na to czasu. Teraz wracają
z boskiego urlopu w Europie. Te chwile będą mu umilać każdą czynność, bo
spędził je z miłością swego życia.
Leon opierał głowę na jego męskim, silnym ramieniu. Przeczesał
grzywkę ukochanego, by znów nabrała swego uroku. Tomas wiedział, jak ważne dla
Leona jest jego wsparcie. Dlatego każdą wolną chwilę starał się z nim spędzać. Nie
chciał, by Leon powrócił do tego, co było parę lat temu.
~~~~~
Gdy Tomas wrócił Buenos Aires było kompletnie inne. Już
po opuszczeniu lotniska poczuł kompletnie inne powietrze, inne słońce, mijał
kompletnie innych ludzi. Nie rozumiał, czemu to piękne miasto, było teraz takie
obce.
Przez pierwsze dni próbował nawiązać kontakt ze starymi znajomymi.
Pytał o nich, dzwonił. Mimo to, wiedział niewiele. Luca powiedział mu, że
Francesca jest teraz dużą szychą w świecie show- biznesu. Ma własną wytwórnię
płytową, na której zarabia miliony. Angie poinformowała go, że Violetta jest na
studiach za granicą, dokładniej w USA i przyjeżdża tylko czasami, gdyż nie ma
zbytnio czasu. Dowiedział się też od
niej, że prawie wszyscy uczniowie Studia stąd wybyli. Były jednak trzy wyjątki:
Leon, Ludmilla i jakaś dziewczyna imieniem Lara.
Leona znalazł przypadkiem. To był świetny poranek.
Postanowił się przebiec, by jego wysportowane ciało było jeszcze doskonalsze.
Gdy był w trakcie ćwiczeń rozciągających, oczywiście bez koszulki, gdyż nie
znosił materiałów, które tak bardzo opinają jego mięśnie, czuł się wtedy, jak
napompowany, ujrzał chłopaka siedzącego na ławce.
Palił akurat skręta. Miał wielkie sińce pod oczami,
wyraźnie zmizerniał. Kompletnie nie przypominał tego chłopaka ze Studia. Tomas
nie wiedział, co zrobić. Było mu strasznie przykro z powodu stanu Leona.
Wiedział, że nie może, go tak zostawić. Samego. W takim stanie.
~~~~~
Wciąż, gdy wspomina tę chwilę do oczu napływa mu łza. Kocha
Leona i nie chce go stracić. Jest jego szczęściem, miłością i przeznaczeniem. Nie
pojmuje, jak wcześniej mógł żyć, bez Verdas. Teraz spędzali kolejne, już
trzecie, wspólne wakacje. Tomas pragnął, jak najwięcej takich momentów. Gdy spędzają
razem czas, gdy nie zważają na nic, by tylko być razem.
~~~~~
- Wszystko w
porządku?- Spytał dziewczynę Braco, na co ona pokiwała znacząco głową- Na
pewno?
- Jest okay. Nic
się nie martw- powiedziała do brata- Dasz mi chwilę?
- Jasne, ale pamiętaj,
jeśli będziesz czegoś potrzebować, to po prostu mnie zawołaj- mówił
jednocześnie patrząc w jej oczy.
- Dobra, dobra.
Pamiętam- mruknęła, po czym zamknęła drzwi.
Ach, ten Braco. Jest strasznie kochany i jednocześnie
strasznie uciążliwy. Od czasu jej powrotu do domu chodzi za nią, jak cień.
Pilnuje, by wszystko było doskonałe. Każdy moment jej życia jest dokładnie
zaplanowany.
Eva siedziała obok klozetu w samolotowej łazience. Nie znosiła
latania. Zawsze miała te same objawy: ból głowy, ból brzucha, mdłości, złe
samopoczucie i wymioty. Czekała tylko na lądowanie. Współczuła ludziom, którzy
mieli to nieszczęście, by z nią lecieć. Jej choroba jest niemożliwie uciążliwa.
Nie tylko dla niej.
- Prosimy
pasażerów o zapięcie pasów i zajęcie swoich miejsc. Za moment lądujemy-
usłyszała stewardessę. Pospiesznie spuściła wodę w muszli. Przepłukała jeszcze
usta czystą wodą, niewiele to pomagało- wciąż czuła kwaśny smak w ustach. Poprawiła
gęste włosy, uśmiechnęła się do swojego odbicia i opuściła łazienkę.
~~~~~
Siedział spokojnie popijając czerwone wino, które dostał
od Brodueia. Było niezwykle smaczne. Wiedział, że przyjaciel ma gdzie zaufanego
dostawcę. Wiedział, że musi dostać więcej tego niesamowitego trunku.
Ale to było dla niego najmniej ważne. Teraz ważna była
tylko Ona.
Wróciła. Ciekawe czemu? Może, nie spodobało jej się za
granicą, może tęskniła za Buenos Aires. Może, a może nie.
Ważne było tylko, to, że jest. Będą teraz razem pracować. To tak, jakby byli
razem.
Violetta…
Takie słodkie imię, a tak wielu
zraniła. Jego nie zrani. Ona go kocha, a on ją.
Jeszcze przyjdzie na nich czas…

.jpeg)

Cześć! Postaram się skomentować później, gdyż nie zdążę na "Violettę". xD
OdpowiedzUsuńJestem! Obejrzałam już odcinek i jestem zawiedziona Caxi... Blee. -.-
OdpowiedzUsuńWiedz, że masz bardzo dobry styl pisania.
Podoba mi się sposób, w jaki opisujesz uczucia.
I to chyba na tyle.
Kurde, planowałam, że się rozpiszę, ale nic z tego nie wyszło. ;DD
Pozdrawiam! :)
P.S: Zapraszam do siebie:
violetta-and-her-world.blogspot.com
Fakt, nie znoszę Caxi, podobnie jak Germangie. Szczęście, że dziś nie oglądałam, bo bym chyba kopnęła telewizor.
UsuńWielkie dzięki.
P.S. Już nieraz tam byłam. Jest świetny
Świetnie piszesz :)
OdpowiedzUsuńNaprawdę, ta historia jest zupełnie inna i taka ciekawa xD
Te wszystkie wątki...
No nic, to chyba tyle xD
Zapraszam do mnie:
http://kochajmarziwierzjeslimozesz.blogspot.com/
Dziękuję.
UsuńTaki był mój zamiar. Serial, jego bohaterowie i realia są zbyt przesłodzone, więc mój blog jest kontrastowy do Violetty. A to dopiero początek...
Wiesz, już nieraz tam byłam i po prostu jest świetny, a że chce napisać jakiś rozwinięty komentarz, to z pewnością niedługo się znajdzie. Potrzebuję tylko pomysłu.